PRZED ZJAZDEM ZHP

hm. Grzegorz Całek

Super-Rada pod choinkę

Ale emocje! Podnosi się poziom adrenaliny z każdym dniem przybliżającym nas do rozpoczęcia Zjazdu ZHP! A ja pytam: po co te emocje? Może zjazd jest władzą najwyższą w naszym Związku, ale - z całym szacunkiem - jakaż to realnie władza, skoro jest tylko trzydniowa, jakaż to władza, skoro można "swobodnie" interpretować jej uchwały przez cztery lata? Kto więc stanowi o funkcjonowaniu naszego Związku przez całą kadencję? Ano jest taka władza, która to robi, a właściwie: powinna robić. To Rada Naczelna!

NO właśnie: robi to czy powinna robić? Żeby było jasne: nigdy bym sobie nie pozwolił na wątpienie w skuteczność i sumienność Rady! To pytanie, a właściwie wątpliwość, czy faktycznie Rada decyduje o ZHP, to tylko opinia zasłyszana gdzieś w Związku.

W ogóle dobrze jest czasem przystawić ucho tu i ówdzie, aby usłyszeć, co się "na dole" mówi, jakie są opinie o funkcjonowaniu "góry". Szczególnie dobrze jest to zrobić właśnie teraz - pod koniec kadencji. A co się takiego mówi? Przyłożyłem ucho i usłyszałem coś takiego: "Najpierw Rada nic nie robiła, a później zajmowała się jakimiś dziwnymi gierkami, przepychankami", "Właściwie po co ona, skoro niewiele robiła, a Związkowi nic się nie stało?", "Podniecali się jakimiś drobiazgami, a najważniejsze dla nas sprawy nie zostały ruszone!".

ABY wyrobić sobie wszechstronną opinię, postanowiłem, że zapoznam się z poglądami członków Rady oraz delegatów na zjazd. Przyłożyłem więc ucho gdzieś indziej i słyszę narzekania, postulaty:

* Rada powinna decydować o podstawowych, najważniejszych sprawach Związku!

* powinna oceniać realizację uchwał Zjazdu ZHP, a na dodatek podejmować własne!

* musi mieć możliwość decydowania w sprawach systemu metodycznego - bo to przecież najważniejsza rzecz!!!

* powinna zatwierdzać regulaminy i instrukcje - zwłaszcza te, które dotyczą zasad działania gromad czy drużyn oraz oczywiście kształcenia, bo przecież od kształcenia zależy przyszłość naszego Związku!

* musi mieć możliwość oceniania działań Naczelnika, realizacji budżetu Związku i podejmowania decyzji o absolutorium - czyli (w razie czego) musi mieć możliwość...

KIEDY tylko to usłyszałem, naszła mnie myśl następna: a jak to właściwie jest teraz? Sięgnąłem więc czym prędzej do Statutu i sprawdziłem! Może trudno w to uwierzyć, ale okazało się, że nie trzeba walczyć o te postulaty, nie trzeba bić się o te kompetencje Rady, ponieważ... są one w naszym Statucie zapisane!!!

POCZUŁEM się więc kompletnie zdezorientowany - jeśli z tymi kompetencjami jest w miarę dobrze (piszę "w miarę" ponieważ można kilka rozwiązań ulepszyć - ale to jest temat na inny artykuł), to w czym problem? Jeszcze raz powtórzę: jeśli zapisy statutowe, rozwiązania prawne są przyzwoite, to o co chodzi? Odpowiedź nasuwa się sama: problem tkwi nie w przepisach, lecz w praktyce działania. Czyli - idźmy dalej i odkryjmy wspólnie sedno sprawy - problem tkwi w ludziach!!!

POWINIENEM się więc zmartwić, ale nie! To wielkie szczęście, że chodzi o ludzi! Przecież właśnie za chwilę możemy zmienić tych, którzy się nie sprawdzili! Tak, jestem pełen entuzjazmu i optymizmu, ponieważ szczerze wierzę w to, że w tak olbrzymiej organizacji, z tak dużą liczbą instruktorów, można bez problemu znaleźć 30-40 osób, które spełniają kryteria konieczne do zasiadania we władzach!!!

WRESZCIE dotarliśmy do zasadniczej kwestii. Bo czy rzeczywiście każdy delegat może być członkiem Rady Naczelnej? Sądzę, że nie. Rzecz w tym, aby umieć określić, który się do tego nadaje. Mam świadomość, że to trudne, dlatego spieszę z pomocą przedstawiając swój własny zestaw kryteriów, według których wybrałbym członków Rady Naczelnej.

WARUNEK konieczny (ale - rzecz jasna - zdecydowanie niewystarczający): czas. Jeśli ktoś jest szefem wielkiej firmy, zajmuje eksponowane stanowisko, to jest wielce prawdopodobne, że nie znajdzie czasu, aby przygotowywać się solidnie do posiedzeń Rady czy jej komisji. Nieodpowiedzialnością jest także kandydowanie do Rady, kiedy wiadomo, że specyfika pracy, nauka na studiach zaocznych albo sytuacja rodzinna nie pozwolą poświęcać weekendów, aby jechać na drugi koniec Polski na jej zbiórkę.

NA marginesie: ten warunek nie ma w pełni zastosowania do przewodniczącego i wiceprzewodniczących Związku, ponieważ - jak sądzę - na tych funkcjach trzeba mieć osoby poważane, znaczące coś także poza harcerstwem. Oczywiście oprócz tego przydałby się choćby jeden wiceprzewodniczący, który zamiast zajmować się reprezentacją, skoncentrowałby się na organizowaniu pracy Rady Naczelnej. Sądzę, że jakość pracy Rady mijającej kadencji to właśnie efekt braku osoby, która kierowałaby jej pracami.

TO był warunek konieczny, ale zdecydowanie niewystarczający. Najważniejsze wydaje mi się kryterium merytoryczne, które nazywam umiejętnością strategicznego myślenia o Związku.

MOŻE narażę się wielu osobom, ale uważam, że Rada nie jest miejscem dla drużynowych, a ściślej drużynowych, którzy nie potrafią spojrzeć szerzej na organizację niż przez pryzmat swojej drużyny. Podobnie jest ze szczepowymi czy hufcowymi - jeżeli nie mają umiejętności patrzenia z perspektywy szerszej niż własny szczep czy hufiec. A to dlatego, że w Radzie powinno się rozstrzygać sprawy strategiczne, ważne dla całego Związku. To nie miejsce, aby rozmawiać o cieciu, który nie wpuszcza do szkoły, wielkości i kolorach sprawności harcerskich albo o układzie książki pracy obozu. Sorry! To nie to forum! A właśnie po takich tematach można rozpoznać kogoś, kto nie dostrzega, na jakim szczeblu organizacji się znajduje. Tak więc moja rada na sprawdzenie, czy kandydat odpowiada kryterium merytorycznemu, jest bardzo prosta: sprawdzić "syndrom ciecia"!

TU pojawiają się następne pytania: skąd bierze się ta umiejętność strategicznego spojrzenia i czy warto wziąć pod uwagę coś jeszcze? Proponuję zwrócić uwagę jeszcze na dwa elementy.

PO pierwsze: poziom intelektualny kandydatów. Tak naprawdę jest to warunek, który powinniśmy stawiać właściwie każdemu kandydatowi do każdej funkcji: od kronikarza zastępu po Przewodniczącego ZHP! Dla naszego dobra.

PO drugie: wykształcenie, przygotowanie merytoryczne. To chyba rzecz oczywista, chociaż wciąż można znaleźć wielu instruktorów (także - niestety - na wyższym szczeblu), którzy traktują organizację jak zabawę i nie dostrzegają, że będziemy mieli szansę na rozwój tylko wtedy, gdy postawimy na profesjonalizm władz naczelnych! Dlatego uważam, że jak najbardziej na miejscu będzie zadanie każdemu kandydatowi do władz naczelnych pytania: "jak jesteś do tej funkcji przygotowany?". Nie sądzę, żeby ktoś się obruszył. Bo jeżeli wymagamy od dzieciaka patentu zastępowego, zanim obejmie tę funkcję, jeżeli wymagamy od nastolatka ukończenia kursu drużynowych, zanim zostanie mianowany, to jak wiele winniśmy żądać od instruktora aspirującego do najwyższych funkcji w harcerstwie...

TYLE na początek. Czy to dużo? Może, choć ciągle wierzę, że znajdziemy w ZHP kilkadziesiąt osób spełniających powyższe kryteria. Czego nam i naszemu Związkowi życzę. Będzie to doskonały prezent pod choinkę, prawda?!



 Generuje GazEla