HARCERSTWO NA WSI

Z pamiętnika druhny nauczycielki (4)

LUTY 2001 cd.

PO feriach zastępowi i podzastępowi (już z patentami!) "Puszczy" rozpoczęli akcję naborową w trzech szkołach - naszym gimnazjum i najbliższych dwóch podstawówkach. A trzeba wiedzieć, że ze względu na moje godziny pracy, jedynej anglistki w szkole (od 8.00 do 14.30), i dowozy gimbusami z pięciu miejscowości, na zbiórki pozostały nam jedynie weekendy. Soboty na wsi to wprawdzie czas odpoczynku, ale tylko umysłowego... Ustaliliśmy więc spotkania w niedziele. Ruszyliśmy z hasłem Bądź sobą - wybierz "Puszczę"!!! na plakatach i w zasadzie nie potrzebowaliśmy żadnej innej formy reklamy (ciekawe, co na to specjaliści od PR?...) - przez kilka dni do zastępowych zgłosiła się łącznie pięćdziesiątka chętnych. Przeżyłam szok, kiedy zobaczyłam listy nazwisk: obok moich najlepszych i najaktywniejszych uczniów oraz uczennic prawie calutki szkolny "margines", niejednokrotnie mający już do czynienia z policją (w sprawach, trzeba przyznać, drobnych)... Zastępowi chcieli spróbować ze wszystkimi, ja również. Ze stworzonego wspólnie planu pracy "Puszczy" wynikało, że zbiórka numer jeden z "nowymi" odbywa się właśnie w zastępach. Pamiętam dokładnie słowa, jakimi odprawiłam swoją kadrę przed tym ich pierwszym samodzielnym doświadczeniem: "Jeżeli po waszych zbiórkach oni w s z y s c y  przyjdą na spotkanie drużyny, to jesteście WIELCY".

BYLI wielcy - podczas gdy ja nabierałam harcenergii na Ogólnopolskiej Zbiórce Ruchu "Całym Życiem" w Krakowie (17 lutego) i na uroczystej odprawie kadry Hufca Dębica (21 lutego). Oni dokonali tego, że na pierwszą wspólną zbiórkę drużyny (25 lutego) przyszli ci, którzy się zapisali najwcześniej oraz - inni... Przyszli, mając do pokonania czasem 5, czasem 7 km w dniu, w którym zanotowano najniższą w rejonie temperaturę tej zimy (o świcie - 30 stopni Celsjusza). A sami zastępowi doświadczyli tejże temperatury na własnej skórze, przychodząc na specjalnie zamówioną dla kadry "Puszczy" harcerską mszę świętą o 8.00 rano... Muszę się przyznać, że prowadzącemu ją księdzu-katechecie (czyli "koledze z pracy") wcześniej sprytnie podsunęłam teksty o Baden-Powellu i Dniu Myśli Braterskiej i w efekcie kazanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Było niczym naprawdę dobra gawęda!

POPOŁUDNIOWA zbiórka uświadomiła mi, że czas najwyższy postarać się o harcówkę pod naszym gimnazjum (tyle tam piwnic!), bo w klasopracowniach zwyczajnie się nie mieścimy; trzeba też mieć SWOJE MIEJSCE, urządzone po harcersku i stwarzające okazje do pośredniego budowania poczucia odpowiedzialności za rzeczy materialne. No i po raz kolejny przekonałam się, jak to jest z uczniami "przeszkadzaczami" - wyż. wzmiankowany margines, który uszkodził już niejeden nauczycielski układ nerwowy, na zbiórce bardzo grzecznie i z najwyższą uwagą śledził wszystkie punkty programu, a nawet dawał upust pozytywnej aktywności... Fakt, przezornie zaprosiłam dwóch druhów z 44 WDSH z Dębicy, gdyby szkolne ananasy gotowały jakąś prowokację, a także po to, żeby uświadomić wszystkim naocznie, że prawdziwi mężczyźni też są harcerzami... Na szczęście Klopsik i Włochaty przydali się w drugiej roli. Zastępowi byli zadowoleni. Ja byłam zadowolona - chociaż do poniedziałkowego poranka miewałam stany lękowe, czy wszyscy bezpiecznie i bez przeziębień powrócili do domów. To problem raczej nieznany w drużynach miejskich - kilkukilometrowe piesze drałowanie na i ze zbiórki. Wiem, co prawda, dzięki temu, że jeżeli ktoś przychodzi z najbardziej oddalonych miejscowości, to naprawdę c h c e. To mnie mobilizuje do jak najlepszego przygotowywania się. Wiem, że nie mam szans na częstsze zbiórki niż raz w miesiącu; dla kadry oznacza to zresztą przyjście drugi raz na zbiórkę zastępu (również w niedzielę) i trzeci raz na zbiórkę zastępu zastępowych (a jakże, w niedzielę...).

MARZEC 2001

TAK więc następnym razem spotkaliśmy się 25 marca. Przyznaję, tę zbiórkę przeinfantylizowałam, przygotowując powitanie wiosny przez cztery żywioły. Bardziej zabawa nadawała się dla zuchów, ewentualnie harcerzy bardzo młodszych. Akceleracja robi swoje... A wiosna przyszła i poprószyła deszczem ze śniegiem, znowu każąc nam siedzieć w czterech ścianach angielskiej klasopracowni. Na szczęście Paula - grajek drużyny - zdobywająca sprawność "gitarzystki" nie zawiodła i stworzyła ciepły klimat, ucząc wszystkich piosenki o "Puszczy" - piosenki, trzeba podkreślić, powstałej na zbiórce zastępu! Słuchając jej, pojęłam, że m o g ę dać zastępowym i podzastępowym dużo samodzielności, że warto d u ż o od nich wymagać i  w i e l e  oczekiwać. Postanowiłam, w ramach wiosennej odnowy, powściągać nieco swoją nauczycielsko - nadopiekuńczą naturę. Pamiętając przy tym stale, że jestem za wszystko odpowiedzialna i że, jak to trafnie ujął Błażej z RCŻ: Cały czas szukam konstruktywnego rozwiązania w tej sprawie...

phm. Barbara Smoła

Hufiec Dębica

Hymn drużyny

GDY jesteś w "Puszczy", nie nudzisz się ani

PRZEZ chwilę,

TAM groźne syczą "Kobry" i przyjazne są

"Daniele",

SĄ "Amazonki" i "Jaskółczych" pełno gniazd,

JEST także pośród nich "Złotego Jaguara"

TWARZ!

I każdy chce tu być i w zgodzie z nami żyć,

WIĘC bawmy się co dnia, a druhna chustę da!



 Generuje GazEla