Z PAMIĘTNIKA REDAKTORA NACZELNEGO

Zamiast wężykiem

7 października

JAK co roku msza za harcerki w kościele św. Marcina. Dla wielu obecnych na mszy to nie tylko głębokie przeżycie religijne, lecz także przypomnienie sobie "Wędrowniczek po Zachodnim Stoku", które konsekwentnie między innymi w takiej formie promują żeński ruch harcerski. Po mszy dyskusyjne spotkanie "Jakiego człowieka chcemy wychować" w budynku Wspólnoty Polskiej. Są starsze druhny, członkinie ruchu "Wędrowniczek...", są instruktorki z ZHP, są z ZHR-u. Bardzo ciekawe doświadczenie. Można, i to w Warszawie, rozsądnie wspólnie porozmawiać o harcerstwie.

13 października

OSTATNIA już przed zjazdem zbiórka Rady Naczelnej. Ważna z dwóch powodów. Jej pierwsza część - uroczysta - zamknęła cykl uroczystości związanych z 5. rocznicą śmierci hm. Stefana Mirowskiego. W czasie sesji poświęconej druhowi Stefanowi między innymi swój referat wygłosiła hm. Wanda Czarnota. Tekst ten możecie przeczytać w dzisiejszym numerze "Czuwaj". Ale referat ten wymaga, moim zdaniem, pewnego komentarza. Bo tekst był nie tylko znakomity, ale tam, na sali, dosłownie przywołał do naszego grona zmarłego Przewodniczącego. Jego postać stanęła tak żywo przed nami, że wiele druhen (a może i druhów też) miało łzy w oczach. Udało się Wandzie (przypominam - przed kilku laty zastępczyni naczelnika ZHP) coś, czego się nie spodziewałem - wygłoszenie referatu wzruszeń.

I już żadnego wrażenia nie mógł zrobić tekst wygłaszany przez niżej podpisanego, a będący podziękowaniem w imieniu grupy instruktorów za przyznane przez Prezydenta RP odznaczenia państwowe. A powiedziałem tam coś banalnego i znanego nam wszystkim - nie pracujemy dla medali, dla odznaczeń, tylko dla polskich dzieci. To one są nam wdzięczne za to, co dla nich czynimy. To ich uśmiech jest dla nas największą radością.

TA uroczystość była drugim ważnym powodem, o którym wspomniałem na początku.

13 października

W naszym hufcu wybory delegata na zjazd ZHP i także nadzwyczajny zjazd hufca - wybory nowego komendanta. O przeszłości lepiej nie mówić. Szykuje się jednak naszemu środowisku lepsza przyszłość. Było dwóch kandydatów, toczyli twardą walkę. Prezentowali swe poglądy ostro, a i pytania im zadawane były niejednokrotnie trudne. W tym pojedynku musiał być zwycięzca i pokonany. Teraz jest ważne, by obaj druhowie i ich zwolennicy zechcieli razem ramię w ramię współpracować. Na szczęście hufiec nie jest wielki, około tysiąca dwustu członków. Znakomity Nieprzetarty Szlak, świetny krąg seniorów, śliczny ośrodek obozowy... Ma ten hufiec sporo sukcesów dziś. No i jeszcze z naszego hufca wywodzi się komendant chorągwi i jedna z jego zastępczyń, komisarka zagraniczna i kilkoro innych aktywnych na forum Związku instruktorów.

POWTARZAM - będzie lepiej, może dlatego, ze już w niektórych sferach gorzej być nie mogło.

20 października

RAJD bohatera naszego harcerskiego środowiska. Jest nim książę Józef Poniatowski. Dawno, dawno temu, jesienią 1911 roku w ówczesnym gimnazjum Konopczyńskiego w Warszawie powstała drużyna skautowa. Przybrała ona imię księcia Józefa. Znacznie później, już po odzyskaniu niepodległości, przyznano jej numer "3". Tak, tak, właśnie tak jak cały Związek obchodzimy 90-lecie drużyny. Wspominamy czasem jej najwybitniejszych wychowanków - druha Jana Rossmana, druha Jana Drewnowskiego czy druha Stanisława Broniewskiego "Orszę". Nasza "trójka" to całkiem niezły kawałek historii harcerstwa - może kiedyś o niej więcej napiszę.

TYM razem rajd bohatera mieliśmy w Krakowie. Niewiele w samym mieście pamiątek po księciu, ale tam właśnie w podziemiach Wawelu obok Tadeusza Kościuszki, króla Jana III Sobieskiego i Władysława Sikorskiego jest ks. Pepi pochowany.

PRZY okazji okazało się, że Kraków to niewielka miejscowość, jeżeli mogli przypadkowo natknąć się na nas autorzy tego numeru "Czuwaj" - Anita Regucka i Franio Dębski.

25 października

Z wyborami na zjazd jest różnie. Szczególnie w tak zwanych rejonach wyborczych. Na przykład umawia się pięciu komendantów hufców, że ich środowiska będzie reprezentować na zjeździe dwójka instruktorów - jeden z hufca, gdzie odbywa się zjazd (jasne, że mają oni wiele głosów, bo z ich hufca może na zjazd przyjść cała kadra), zaś drugi z największego hufca, który jednak na zjazd autokaru instruktorów nie przywiezie. I przychodzi do tajnego głosowania. Kto wygrywa? Przedstawiciel miejscowego hufca - to jasne. I kto jeszcze? Instruktor innego, nazwijmy go "trzeciego" hufca. Dlaczego zwyciężył nie ten z dużego hufca? Ależ to proste - komendant miejscowego hufca zmienił zdanie, z tym "trzecim" jest mu aktualnie po drodze. A że nie powiedział o tym przedstawicielom tego dużego środowiska? To też jasne. Mogli na zjazd w rejonie przyjechać autokarem i kumpel z "trzeciego" by przepadł.

2 listopada

W czasie rodzinnej wyprawy na warszawski cmentarz na Bródnie bacznie obserwuję sprzedawców zniczy. Cywile i harcerze. Tych pierwszych jest znacznie więcej. Dziś już nie ma takiego tłoku jak wczoraj. Można spokojniej popatrzeć na stoiska. Porównać ceny i tak zwaną kulturę sprzedaży. Nie jest źle. Jeżeli gdziekolwiek widać kilka osób kupujących znicze, to właśnie przy stoiskach harcerskich. O czym to świadczy? Po prostu lubią nas - harcerzy zarabiających na zimowisko lub obóz. I dodatkowo ludzie wiedzą, że pieniądze nie zostaną w drużynie harcerskiej wydane na alkohol czy narkotyki. Wolą u nas wydać pieniądze. Miło słuchać, gdy w autobusie jedna pani mówi z dumą w głosie drugiej pani: "Ale znicze to kupiłam u takich miłych harcerzy".

Adam Czetwertyński



 Generuje GazEla