hm. Danuta Rosner

Chcieć, umieć, kochać

20 lat temu, na pamiętnym zjeździe w Sali Kongresowej zostałam poproszona o zabranie głosu. Są tu na tej sali przyjaciele z tamtych czasów... Nie były to łatwe dni i w pewnym sensie przypominają nam obecne.

NIE będę wspominała szczegółów tamtego wystąpienia, powiem tylko, że w roku 1981 miałam odwagę rozprawić się ze wszystkimi nieprawidłowościami w Związku, mówiłam o ludziach i o zjawiskach. Miałam wtedy odwagę powiedzieć, gdy przeforsowane zostało Przyrzeczenie ze słowem "socjalizm", że dla nas Polska była, jest i będzie zawsze biało-czerwona. Po moim wystąpieniu sala wstała i odśpiewała hymn narodowy - nie mnie, nie sobie, ale temu Związkowi, harcerstwu, które winno być wierne tradycji i ideałom zawartym w Prawie i rocie Przyrzeczenia. Nic więcej nie potrzebujemy, tylko znać Przyrzeczenie i Prawo, umieć szanować tradycję...

KIEDY lord Baden-Powell zapytał Andrzeja Małkowskiego: - A cóż będziecie robić w tym waszym skautingu? - Ten odpowiedział: - Będziemy czynić rzeczy wielkie - śpiewać przy pracy i śmiać się przy zabawie. - A gdy mnie dziś zapytano: - Co ty na takie pytanie odpowiesz? - Rzuciłam trzy słowa, tylko trzy: chcieć, umieć, kochać. Chcieć, to dobrowolność działania. Umieć, to uczyć się przez całe życie i niekoniecznie od starszego, od mądrzejszego. Bo mnie do tej pory młodzi ludzie uczą wielu wspaniałych rzeczy. I kochać, bo bez miłości niczego nie osiągniemy. Brak nam często miłości, brak nam szacunku do wielkich wartości, brak nam szacunku do władz. Moi drodzy, nawet w stosunku do tej władzy, jaką jest zjazd, też nie zawsze jesteśmy w porządku. Nie umiemy wysłuchać wspaniałych słów, które padają z tej mównicy, słów o wspaniałych rzeczach, o wielkich sprawach.

JEŻELI nauczymy się słuchać, to i my będziemy wysłuchani. Pamiętam, jak moi wychowankowie odchodzili z prowadzonego przeze mnie szczepu i pełnili dalej służbę instruktorską w założonych przez siebie drużynach. I gdy moja uczennica, moja wychowanka została namiestniczką w hufcu, ja, jej profesorka, jej dawna szczepowa, stałam przed nią na baczność i nie odważyłam się na to, by lekceważyć jej polecenia.

SZACUNEK do władzy... Musimy umieć okazywać sobie nawzajem szacunek. A ile potrafimy zrobić sobie rzeczy złych, krzywdzących siebie w Związku, wśród instruktorów, w hufcach, w drużynach, w chorągwiach, na wysokim szczeblu. (...)

NAUCZMY się miłości, kultury rozwiązywania spraw. Nie pamiętam nazwiska filozofa, który powiedział: nie przecinaj tego, co możesz rozwiązać. (...)

CHCĘ powiedzieć, że brak poszanowania dla tradycji jest dla mnie czymś bardzo bolesnym. Rozumiem was, zwłaszcza młodych - to nie wasza wina, że nie znacie tradycyjnych, patriotycznych pieśni. Was ich nie nauczono, bo w polskich domach przestało się śpiewać, nie śpiewamy też w drużynach, nie śpiewamy na tym zjeździe, a przecież powiedział Mickiewicz: "Pieśń ujdzie cało, wszystko może spłonąć". A Oskar Kolberg, wielki etnograf powiedział: - "Naród, który nie śpiewa, musi umrzeć".

DRUHNY i Druhowie, nie możemy umrzeć. Na zlocie w Gnieźnie z moimi harcerzami uczyłam starych pieśni. Jakże dziękowały mi dziewczyny z Podlasia za to, że nauczyliśmy je "Idziemy w jasną, z błękitów utkaną dal". One nie wiedziały, że jest to pieśń, którą się śpiewa po Przyrzeczeniu. Czy przez to miały być gorsze? Nie. Nauczmy się, że jeżeli ktoś czegoś nie wie, trzeba pomyśleć o tym, jak mu pomóc. Jak bolesne było, kiedy usłyszałam: - Druhno, my tego nie znamy, niech druhna przyjdzie ze swoimi harcerzami, żeby zaśpiewać "Warszawiankę". - Jak to, organizując Rajd Olszynka Grochowska nie znacie "Warszawianki", która była wtedy hymnem powstania? Niedawno poproszono nas: zaśpiewajcie na uroczystości 90-lecia ZHP w muzeum Jana Pawła II. I zaśpiewaliśmy - przyszły na tę uroczystość dzieci, które nie wiedziały, że trzeba będzie śpiewać stare pieśni. Kochani, po godzinie te dzieci śpiewały, a po półtorej były wdzięczne, że ich nauczono i nieprawdą jest to, że to, co stare, jest niemodne.

MARSZAŁEK Piłsudski powiedział: "Ten, kto nie ceni i nie szanuje przeszłości, nie godzien jest szacunku ani prawa do przyszłości". Bardzo dobrze, że mamy wspaniały program, bardzo dobrze, że musimy wejść do Europy, bo jeżeli tego nie zrobimy, będziemy tylko pachołkami a nie partnerami. Ale w tym wielkim marszu do przyszłości pokłońmy się przeszłości. (...)

ZAWSZE szukałam autorytetów moralnych i znajdowałam je w całej Polsce. Bo pochodzę ze Śląska, potem był Kraków, następna moja chorągiew, i Warszawa, 40 lat... Znam całą Polskę - dzięki Operacji Bieszczady 40 i pięknej Operacji Frombork, bo i tam byłam. (...) Autorytety... Dla mnie wielkim autorytetem był druh Stefan Mirowski. To on był zauroczony harcerzami, którymi się opiekuję. Druh Stefan Mirowski zauroczony był pieśnią "Musimy siać", wdzięczny był, że moi harcerze - "Błękitni" śpiewali nowe i stare pieśni. Pamiętam, jak przy grobie Kamyka powiedział: - Danusiu, musisz zmienić słowa Wincentego Pola, bo tam jest tekst: "I choć nie przy nas wzejdzie ruń zielona, musimy siać". - Wincenty Pol napisał te pieśni po upadku powstania listopadowego, kiedy padły wszelkie nadzieje... a Olga Małkowska uczyła tej pieśni swoje druhny, swoich instruktorów... I powiedziałam: - Nie, nie można zmieniać Pola, ale twoja prośba jest dla mnie rozkazem - i dopisałam ostatnią zwrotkę, nie w moim, w naszym imieniu, waszym - "Będziemy siać i zbierać nasze plony, na szańcach ojców zawsze trwać, zbierzemy plon, miłością zaszczepiony, musimy siać, my wciąż będziemy siać...". Niektórzy pamiętają "Ciszę", która powstała w 1992 roku. To tekst o miłości, o poznawaniu świata Bożego. Opowiem o drugiej prośbie druha Mirowskiego: - Danusiu, kiedy ja z tego świata zejdę, musicie mi ją zaśpiewać... - Nie mogliśmy jej zaśpiewać na mszy żałobnej w kościele, ale daliśmy tam koncert starych melodii harcerskich i zagraliśmy "Ciszę", którą druh Mirowski na ognisku, które prowadziłam, z nami śpiewał. Dwa lata temu jednak zaśpiewaliśmy przy grobie tę "Ciszę" wszyscy. Zaśpiewamy jeszcze nie raz.

CHCIAŁAM z tego miejsca podziękować władzy, do której mam szacunek... Druhowi Pacławskiemu i druhowi Maślance, którzy pomogli mi niegdyś w organizowaniu Obozów Pamięci na terenie dawnego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince.

NA tej sali jest ktoś, komu bardzo wiele zawdzięczam, to jest osoba, która nie pozwoliła na zatrzymanie nurtu rzeki, rzeki tradycji, rzeki miłości. Mario, druhno Marylo przepraszam, że ci mówię po imieniu, bo ja jestem od ciebie starsza, ale zawsze z wielkim szacunkiem, na baczność przed tobą stojąca. To ty podjęłaś ten nurt rzeki po druhu Stefanie, który jest bliski i drogi nam wszystkim. Twój wielki autorytet moralny jest znany w całej Polsce. My z całego serca "będziemy siać i plony zbierzemy".



 Generuje GazEla