O ODPOWIEDZIALNOŚCI

phm. Piotr Gąciarek


Wielu z was w najbliższym czasie podejmie się roli wychowawców. Nie chcemy was przestraszyć ani tym bardziej zniechęcić do zorganizowania Nieobozowej Akcji Letniej lub kolonii zuchowej. Wręcz przeciwnie - kolonia lub jej namiastka, jaką jest NAL, są najwspanialszą przygodą, jaką możesz zaproponować sobie i swoim zuchom. Ale, dmuchając na zimne, chcemy, za pomocą artykułu druha Piotra Gąciarka, uświadomić wam wielką odpowiedzialność, jaką na siebie bierzecie, podejmując się roli wychowawców. Lepiej przecież przewidywać niebezpieczne sytuacje i przeciwdziałać ich zaistnieniu, niż później żałować.

Redakcja

...Na swoim drugim obozie, na który pojechałem jako drużynowy i komendant podobozu liczącego 30 osób, zostałem pierwszy i jak do tej pory jedyny raz ukarany przez komendanta szczepu...

W nocy miał być alarm dla całego podobozu - 2 osoby miały złożyć ślubowanie szczepu i otrzymać chusty. W środku nocy ustaliliśmy, że udam się pierwszy na miejsce ogniska i rozpalę je, a reszta dojdzie, odnajdując bez problemu miejsce. Niestety, miejsca, w którym uprzednio ułożyłem ognisko, nie odnalazłem. Cała impreza opóźniła się z tego powodu o dobrą godzinę (po dłuższych poszukiwaniach w końcu odnalazłem i rozpaliłem ogień). Nic się nikomu nie stało poza tym, że kadra w oczach harcerzy wyszła - delikatnie mówiąc - na ludzi niepoważnych. I choć w całej tej sprawie nie było mojej złej woli, to jednak odpowiedzialność za zaistniałą głupią sytuację spoczywała na mnie.

Podobnie rzecz ma się z odpowiedzialnością o poważniejszym charakterze - czyli tam, gdzie w grę wchodzi odpowiedzialność za gospodarkę obozu, społeczne pieniądze czy wreszcie zdrowie i bezpieczeństwo harcerzy. Przecież nie ma chyba instruktora, który jedzie na obóz z mocnym postanowieniem prowadzenia nieudolnej gospodarki, marnego żywienia i wystawiania na szwank bezpieczeństwa harcerzy. A mimo to na obozach dzieje się różnie i nie zawsze dobrze.
Tak więc nawet przy braku złej woli wina za błędy i nietrafne decyzje spoczywać będzie na tym, kto je popełnił lub podjął. Lekkomyślność i niedbalstwo nie mogą bowiem stanowić usprawiedliwienia dla kadry harcerskiej. Brak złej woli i najlepsze nawet chęci nie gwarantują, że nie dojdzie do ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. I choć do odpowiedzialności karnej za narażenie innych na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia dochodzi tylko w sporadycznych wypadkach, to jednak nie zwalnia to od odpowiedzialności moralnej.

Gdyby (odpukać) miało dojść z powodu mojej lekkomyślności czy też niedbalstwa do tragedii, bardziej od prokuratora i sądu bałbym się dwóch rzeczy: własnego sumienia i spojrzenia w oczy rodzicom pokrzywdzonego z mojej winy harcerza. I właśnie odpowiedzialność moralna jest najważniejsza. Albowiem uniknięcie konsekwencji prawnych swojego postępowania nie zwolni nas od odpowiedzialności wobec własnego sumienia, rodziców czy wreszcie wobec ZHP.

Inną równie oczywistą normą moralną, która znalazła swoje odzwierciedlenie w kodeksie karnym w art. 163, jest zakaz pozostawienia osoby, względem której ma się obowiązek troszczenia, w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. Pozornie wydaje się to oczywiste - przecież tylko człowiek bez sumienia i łotr mógłby w takich okolicznościach opuścić bliźniego, za którego bezpieczeństwo w dodatku jest odpowiedzialny.

Gdy jednak przyjdzie nam zastanowić się nad nieumyślną postacią tego przestępstwa, to nie będzie to już takie oczywiste. Przytoczę tylko jeden podręcznikowy przykład: przewodnik turystyczny przez niedbalstwo nie zauważa, że jeden z uczestników zimowej wycieczki w góry pozostał z tyłu za grupą i na skutek złamania nogi nie może do niej dołączyć. Teraz na miejsce przewodnika wstawmy instruktora harcerskiego i abstrakcyjne na pierwszy rzut oka przestępstwo określone w art. 163 kk staje się nam znacznie bliższe.
Tak samo rzecz ma się w harcerstwie. W pewnym bowiem sensie całe harcerstwo oparte jest na odpowiedzialności - za młodszych, za kolegów. Ale nie jest z tą odpowiedzialnością do końca tak jak być powinno.

Osobiście uważam, że ważniejsze od tego, czy instruktor jest dobrym programowcem i organizatorem, jest to, czy jest odpowiedzialny i zdolny do podejmowania trafnych decyzji w sytuacjach krytycznych. Instruktor harcerski, czyli osoba odpowiedzialna za innych, oprócz takich cech, jak ukończenie 18 lat i posiadanie odpowiedniego stopnia, powinien wiedzieć:
1. Czego mu bezwzględnie nie wolno.
2. Co w pewnych sytuacjach wolno mu.
3. Do czego zobowiązuje podjęcie się na obozie funkcji związanej z odpowiedzialnością za innych.

1. CZEGO MU BEZWZGLĘDNIE NIE WOLNO

A nie wolno mu przede wszystkim narażać na niebezpieczeństwo życia i zdrowia innych ludzi, a zwłaszcza niepełnoletnich harcerzy. Ta oczywista norma moralna znalazła swoje usankcjonowanie także w kodeksie karnym: art. 160 kk przewiduje karę pozbawienia wolności do roku za nieumyślne narażenie człowieka na niebezpieczeństwo. Jadąc na obóz trzeba być gotowym także na to, co najgorsze - a więc na wypadek.

Obok odpowiednich umiejętności i wiedzy z zakresu pierwszej pomocy oraz odpowiedniego wyposażenia, to właśnie umiejętność podjęcia trafnej decyzji w warunkach maksymalnego stresu, nerwów i ograniczonego czasu do namysłu może decydować niekiedy o czyimś życiu.

Zwłaszcza że będąc komendantem czy to podobozu, czy zgrupowania jest się też odpowiedzialnym za organizację pierwszej pomocy i ewentualny transport do szpitala. W takiej sytuacji nawet bardzo zdolny szesnastolatek lub siedemnastolatek może sobie po prostu nie poradzić (bez złej woli).

2. CO W PEWNYCH SYTUACJACH MU WOLNO

Osoba odpowiedzialna za innych musi wiedzieć, że opisana w art. 22 kk obrona konieczna to nie tylko obrona własna, ale także obrona drugiego człowieka. Nie popełnia bowiem przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro jednostki.

Będąc odpowiedzialnym za harcerzy, instruktor musi wiedzieć, kiedy i pod jakimi warunkami dopuszczalne jest działanie w stanie wyższej konieczności (s.w.k).

Opisany w art. 23 kk s.w.k polega na poświęceniu jednego dobra dla ratowania innego dobra. Muszą być przy tym jednak spełnione trzy warunki:
- niebezpieczeństwa grożącego dobru ratowanemu nie można inaczej uniknąć,
- niebezpieczeństwo jest bezpośrednie,
- dobra poświęcone nie przedstawia wartości większej niż dobro ratowane.
Przykład bliski życiu: Jeżeli dla przewiezienia ciężko rannego lub chorego z braku innej możliwości posłużymy się cudzym samochodem (nawet wbrew woli właściciela), to zachodzi w takim wypadku s.w.k, który wyłącza odpowiedzialność karną.
Jest bowiem rzeczą oczywistą, że żadne dobro materialne nie przedstawia wartości większej od życia ludzkiego.

3. DO CZEGO ZOBOWIĄZUJE PODJĘCIE SIĘ NA OBOZIE FUNKCJI ZWIĄZANEJ Z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ZA INNYCH

Po pierwsze do dołożenia maksymalnej staranności podczas przygotowań do obozu jak i na obozie tak, aby do minimum ograniczyć możliwość narażenia na szwank zdrowia i życia harcerzy. Przykład z życia wzięty:

Byłem ze swoim szczepem, razem z innym środowiskiem, na obozie. Przed wyjazdem ustaliliśmy: my zaangażowaliśmy lekarza 3 lata po dyplomie, z praktyką w szpitalu i pogotowiu ratunkowym, osobę, która była już z nami na 3 obozach harcerskich. Oni zatrudnili dwóch niepełnoletnich, nie posiadających odpowiednich kwalifikacji "ratowników", w dodatku nie stroniących od alkoholu (za co zresztą zostali w połowie obozu karnie usunięci). Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale można i trzeba było sprawę tę załatwić inaczej, nie idąc po najmniejszej linii oporu. >pl:Wreszcie, podejmując się odpowiedzialności za innych, nie można zapominać o tym, iż brak wyobraźni kadry, wychowawców i opiekunów był przyczyną niejednego nieszczęścia bez ich umyślnej winy. Człowiek dorosły może bowiem ryzykować tylko i wyłącznie swoim zdrowiem i życiem, ale nigdy - innych.

Ostatnią kwestią, którą chciałabym omówić, jest zdolność do podejmowania trudnych decyzji tym przykładem:
Żaden chyba kierowca nie chce spowodować wypadku i wyrządzić pasażerom krzywdy, ale czy od odpowiedzialności - co najmniej moralnej - może być zwolniony kierowca, który wypadek taki spowodował, a poprzedniej nocy, z własnego wyboru, nie spał nawet godziny.
To oczywiste, że w każdym zawodzie związanym z odpowiedzialnością za mienie i ludzi obowiązuje należyta sumienność ograniczająca do minimum możliwość nieszczęścia.

Na koniec dygresja literacka: problem odpowiedzialności za życie innych ludzi został kapitalnie ukazany w powieści Josepha Conrada "Lord Jim". Kto wie, jak zachował się tytułowy bohater podczas tragicznych wydarzeń na statku "Patna" wiozącym muzułmańskich pielgrzymów z Indii do Mekki, ten wie, co to znaczy być w sytuacji krytycznej mimo najlepszych chęci sparaliżowanym i niezdolnym do działania.



 Generuje GazEla